Amfiteatr, Mordor i sztuka. Połączenie doskonałe!

Odkąd powstała NaWalla wiedzieliśmy, że chcemy by nasze ilustracje były eksponowane w miejscach nieoczywistych, dostępnych dla szerszej społeczności, też społeczności nie obcującej na co dzień ze sztuką czy polskim plakatem.

Szukaliśmy takich miejsc by nasze plakaty można było zobaczyć na żywo. Pierwszym wyjściem z naszymi pracami „w teren” była wystawa w restauracji na ulicy Francuskiej w Warszawie. Tam mieliśmy swój event „O ilustracji przy piwie”. Niestety kolejne tego typu eventy musieliśmy odwołać z powodu lockdownu. Nie poddaliśmy się jednak w dalszych poszukiwaniach!

Tomek Pieńczak

Podczas swojej prelekcji opowiadającej o pracy ilustratora.

Masz nową wiadomość!

Wtedy to napisała do nas Daria z Brain Embassy. Pierwsze kroki naszego studia właśnie tam były poczynione. To było nasze pierwsze biuro. Dlatego nie mogliśmy się nie zgodzić! To była propozycja nie do odrzucenia. Odwiedzając nasz zaprzyjaźniony coworking (tak, tęsknimy!) słyszeliśmy plotki o amfiteatrze. Nie mogliśmy sobie na początku wyobrazić jak to będzie wyglądało i pojawiało się pytanie: Po co? W środku Mordoru zbudujemy amfiteatr – brzmiało odrobinę szalenie. Umówiliśmy się z Darią na kawę, opowiedziała nam o swojej wizji, zobaczyliśmy amfiteatr na żywo. Trwały jeszcze prace wykończeniowe, ale już było wielkie „wow”. Świetna akustyka, połączenie surowego betonu z drewnem i przeszkleniami. A tuż obok plac zabaw dla lokalnych dzieci. Bajka!

No to działamy!

Pierwszym krokiem był dobór plakatów. Musieliśmy dobrać ilustracje by pasowały tematycznie, ale też wizualnie, by były spójne. Zaczęliśmy od wizualizacji na komputerze. Po wyborze plakatów w konkretnych rozmiarach, dobieraliśmy odpowiedni papier. Następnie zrobiliśmy niezły maraton po sieciówkach wykończeniowo – budowlanych, żeby dobrać odpowiednie ramki. Co nie było proste, bo musiały one być odporne na wilgoć i wiatr, bo przecież wszystkie prace wisiały na zewnątrz. Już podczas Weekendów ze sztuką w Starej Papierni mieliśmy pierwsze doświadczenia z ramkami i wyrobione zdanie. Wiemy co się sprawdza, wiemy, gdzie na pewno nie kupować ramek i wiemy też, że w przyszłości na pewno powstaną nasze ramki! Post o ramkach też pojawi się na naszym blogu

Kolejnym krokiem było wymyślenie mocowania. To było następne wyzwanie przed którym zostaliśmy postawieni. Ściana na scenie amfiteatru była zbudowana z mocnego betonu, w którym niestety nie mogliśmy wiercić dziur. Stelaż, na którym miało być w przyszłości montowane oświetlenie, również odpadał ponieważ nasze obrazy mogłyby odstawać od półokrągłej ściany i w czasie wiatru mogłyby się mocno obijać. Pozostało nam przerzucenie sznurków, linek, żyłek na drugą stronę ściany i obciążenie… czymś. Musieliśmy naprawdę sprostać wielu niewiadomym! Wybraliśmy łańcuchy, które połączyliśmy ze sznurkami do rolet, a następnie przerzuciliśmy na drugą stronę ściany. Obciążeniem były cegły zawinięte w worki na gruz. Same obrazy doczepialiśmy na trytytki do łańcuchów. Och, tak, potrzeba matką wynalazku! Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania – łańcuchy wyglądały industrialnie, pasowały do betonu, a nasze obrazy były bezpieczne. Proces wieszania nie byłby tak sprawny i bezpieczny, gdyby nie Panowie od BHP z Brain Embassy, którzy cierpliwie reagowali na nasze zmiany. Poszło naprawdę szybko!

Po co to wszystko?

Od początku naszym założeniem było by pokazywać nasze plakaty w niekonwencjonalny sposób, by wyjść do szerszej publiczności, by każdy kto dotknie naszego papieru od razu wiedział, że to jest produkt premium. Zależało nam, żeby były to miejsca, gdzie nasze prace są wyróżnione, a my mamy poczucie, że dumnie reprezentujemy naszych Artystów. Dzięki temu sztuka stanie się bliższa i dostępna dla wszystkich. Myśląc o amfiteatrze pierwsze skojarzenie jakie mamy to Koloseum i film „Gladiator”. I słusznie. W starożytnym Rzymie czy w starożytnych greckichteatrach była to budowla o kształcie koła bądź elipsy otoczona wznoszącymi się rzędami siedzeń. Amfiteatry docelowo stały się wielkimi kompleksami rozrywkowymi z widownią mieszczącą często dziesiątki tysięcy widzów. Odbywały się tam walki zwierząt, gladiatorów czy inscenizacje bitew morskich. Ale były to teżkoncerty czy sztuki teatralne. Z taką myślą powstał też amfiteatr przy Brain Embassy w Mordorze.

Ta część Służewca kojarzyła się tylko ze szklanymi biurowcami, białymi kołnierzykami i korkami słynnymi chyba w całej Warszawie. A teraz odbywają się koncerty operowo-operetkowe, malowanie przy winie czy joga. Dobrze było zobaczyć jak kultura, sztuka i nasze ilustracje tak się idealnie ze sobą uzupełniają. Cieszy, że takie miejsca powstają. Są tak ważne dla lokalnej społeczności, która ma miejsce rozrywki, miejsce spotkań wspólnot, miejsce kulturalne, a jednocześnie, jak zaobserwowaliśmy, świetny spot dla mam z maluchami. Wokół amfiteatru są elementy do zabawy dla dzieci – huśtawki, trampoliny.

Duma i wzruszenie.

Pewnie ktoś jak popatrzy na wystawę pewnie powie, że przecież to wydrukowanie kilku prac i powieszenie. Banał. Jednak wiemy, że kosztowało nas to dużo energii i czasu. Tylko my wiemy w jakim tempie ogarnęliśmy ramki, sposób powieszenia, wkładanie prac w ramy – w garażu podziemnym, bo tam było najwięcej miejsca. Dodatkowo kilometry przejechane w poszukiwaniu idealnych składowych naszej konstrukcji. Jesteśmy dumni z efektu. Pewnie będziemy to długo wspominać z uśmiechem na ustach. I łezką w oku ze wzruszenia. Cieszy też to jak wystawa jest odbierana przez Brainerów i lokalną społeczność. Mamy nadzieję, że znajdzie się więcej takich miejsc by łączyć nasze ilustracje z miejscami nietypowymi. Jak macie jakieś pomysły, gdzie mają zawisnąć nasze prace to śmiało piszcie!